|
|
czwartek, 17 maja 2012
zlecenie
- Pamiętaj. Trzy rzeczy z szatni nauczycielskiej. – koduję twardy dysk mężulka, który musi mi przewieźć kilka sprzętów potrzebnych do przedstawienia. - Tylko trzy? – nieco ironicznie odrzeka właściciel dysku, który ma multum swoich spraw do załatwienia. - A właściwie… - udaję namysł – tam jest dziś takie mnóstwo pięknych parasoli. Weź kilka. Przydadzą się. Tym bardziej – ciągnę uzasadnienie – że trochę wstydzę się chodzić z tym z napisem Perła. To niepedagogiczne:)
No i kryptoreklama bądź co bądź:)
wtorek, 15 maja 2012
obietnica
Udało się. Udało się!!! Po nastu latach udało nam się pojechać na imprezę bez żadnej pociechy uwieszonej u spódnicy, względnie nogawek spodni. Bez torebki wypchanej pampersami i mokrymi chusteczkami, bez ubranek na zmianę, poduszek i kocyka na wszelki wypadek. Okazja była wielka, bo koleżanka nasza ze studiów za mąż wychodziła. Nie powiem jak się czuliśmy widząc ją na ślubnym kobiercu z głową w obłoczkach różowych, bo wszystko przed nią jeszcze. A my rodzice dzieci nastoletnich, małoletnich i nieletnich, po rocznicy koronkowej, za którymi już tak wiele, że mgła zaczyna osnuwać najdalsze wspomnienia. Nie powiem…
Wesele było pięknie dopracowane. No, może oprócz zespołu, którego muzycznym byśmy raczej nie nazwali, bo z tą szlachetną dziedziną sztuki niewiele miał wspólnego. Niemniej udało się. Byliśmy. Krótko to krótko, ale jednak.
Rozochoceni sukcesem snujemy dalsze plany. - Może by tak do kawiarni bez dzieci się wybrać. – nęcę mężulka – Kiedy mnie zaprosisz? Ponoć serniczek dobry mają… - Ja chcę iść z wami. – w słowo wchodzi Nusia. - O nie!!! – protestujemy – żadnych marud nie bierzemy ze sobą. - Ale ja nie będę marudzić – zapewnia wybitnie marudna ostatnio prawie sześciolatka. W odpowiedzi zaś na nasze wątpiące spojrzenia dorzuca prędko:
- W kawiarni nie będę. Acha:)
poniedziałek, 14 maja 2012
marne skutki dbania
Dyżur. Chodzę po szkolnym korytarzu. Huk, hałas, piski nieziemskie, tupot dziesiątek nóg. Przyzwyczajonam. Słuch przytępiony, nerwy jak ze stali.
Raz po raz kogoś reprymenduję, zziajanych karnie sadzam na ławce w celu ostygnięcia…Oglądam sobie w międzyczasie i delektuję się sztuką porozwieszaną w formie plakatów małych i większych a to na ścianach, a to na szybach, a to na drzwiach. Dzień ziemi był niedawno, więc tematyka ściśle określona. Ekologiczna. Z każdego obrazka wyłania się okrąg ziemi w różnych fazach dewastacji poczynionej ręką ludzką.
Nagle jeden rysunek na dłużej przykuwa moją uwagę konesera sztuki.
Kartka A3 podzielona na dwie części. Na jednej z nich glob ziemski próchnieje pięcioma czarnymi planetami i równie czarnymi dwoma wysepkami. Podpis nie pozostawia złudzeń. „Przed zadbaniem ziemi” - głosi :) Ale zamysłem autora było dać ludzkości promyk nadziei, bo oto druga część obrazka optymistycznie lśni pięcioma zielonymi planetami. „Po zadbaniu ziemi” – dodał autor co by nie było wątpliwości nijakich.
A jednak… Coś mi nie daje spokoju.
Patrzę. Myślę. Odchodzę. I znów wracam stukając obcasami.
W końcu liczę.
I nagle olśniło mnie. Gdzie są te dwie wysepki?
Po zadbaniu ziemi zniknęły bezpowrotnie:)
**********
Oby autor nie był wieszczem i nie okazało się kiedyś, że nasze - skrajne czasem - poczynania ekologiczne wyrządziły więcej szkody niż pożytku.
sobota, 12 maja 2012
ars poetica
Nasza córka najstarsza odniosła kolejny sukces. Została nagrodzona za swoje wiersze. Nagrodę otrzyma prawie z rąk Ernesta Brylla. A właściwie nie otrzyma, bo w tym czasie wyjeżdża na wycieczkę.
Nie umniejsza to jednak rangi sukcesu. - Rozumiesz – tłumaczę szeptem mężulkowi, gdy sen spowił dzieci – to zupełnie tak jakbyś ty dostał nagrodę za osiągnięcia matematyczne z rąk Einsteina. - Nooo. – ścisłowiec wydaje się teraz rozumieć wagę wydarzenia.
A ja po raz kolejny przekonuję się, że poezja potrzebna jest ludziom, choć ... czasem temu przeczą.
Bez poezji nasz świat byłby nie do zniesienia prozaiczny.
tylko ona potrafi poruszyć zapomniane, przykurzone struny gdzieś głęboko w nas tylko ona zna język wyrażający niewyrażalne
może dlatego, że ten, który wszystko stworzył jest Niewyrażalnym Poetą.
piątek, 11 maja 2012
memento mori
Ta wiosna jest jak film przewijany zbyt szybko. Nie nadążam nacieszyć się urokiem kwiatów, nie dam rady ścigać się z trawą rosnącą jak na drożdżach, przegapiam kwitnące kasztanowce, nie mam czasu na zachwyty nad listkami i kiełkami z wolna wykluwającymi się z brunatnych gałązek i grud ziemi. Wszystko co kiedyś trwało kilka dni, tej wiosny trwa niemalże ułamek sekundy. Jakby czas, obłaskawiony rumak, nagle zerwał wędzidło i poniósł . Jednego dnia tulipany napęczniały zielonymi pąkami, drugiego zakwitły, a trzeciego ich płatki wyglądały już jak znoszone suknie balowe sprzed wielu sezonów. Czwartego – już ich nie było. Tawułę – fontannę widziałam rozkwitłą tylko przez moment. Przezornie uwieczniłam go aparatem, bo wyjeżdżaliśmy na trzy majowe dni. Po powrocie było po wszystkim. Sasanka roześmiała się pięcioma kwiatami o życiu krótkim jednodniowym. Tylko bez staroświecki, pachnący jak wonności Arabii uparł się i liliowo kołysze się na wietrze od tygodnia.
Wszystko pozostałe kruche, ulotne, przemijające …
I nie sposób odpędzić frazy błąkającej się po głowie:
„Dni człowieka są jak trawa. Kwitnie jak kwiat na polu: ledwie muśnie go wiatr, a już go nie ma, i miejsce, gdzie był, już go nie pamięta…”.
Ona równie dobrze pasuje do wiosny, jak i do jesieni,więc...
... spacerowałam ostatnio po cmentarzu.
Dziwnie uspokaja mnie to miejsce. Koi, wycisza, godzi ze światem, z ludźmi i ze sobą. Leczy z pośpiechu, powierzchowności, mrzonek, strachu.
Pamiętam, że umrę.
czwartek, 10 maja 2012
trojka
Nusia i jej cioteczna siostrzyczka Maja mogłyby być dzień i noc razem, a potem noc i dzień, w zerówce, w domu i wszędzie i się im nie znudzi własne towarzystwo. Obie uwielbiają puzzle, ale nie takie tam z 50 kawałków. Te są dla maluchów. Prawdziwa zabawa zaczyna się od stu kawałków, choć brzmi to prawie jak żargon bywalców kasyna. Taaak, ze stu kawałkami już można poszaleć:)
Tym razem zgrały wszystkie gry jakie mieliśmy na stanie, karty, memory, żabki, kulki…Na koniec postanowiły nieco się poruszać. Grają więc w chowanego. Jedna stoi przy ścianie i liczy, druga buszuje po pokojach w poszukiwaniu kryjówki idealnej. A potem następuje zmiana i druga liczy, a pierwsza buszuje.
Żadna nie domyśla się, że pewne czujne oczko śledzi każdy ich ruch. Gdy więc padają zemdlone zabawą, nagle czujne oczko, a nawet dwa oczka brązowe wmontowane w główkę zgrabnie obciętą na pazia, osadzoną na szyjce, która wieńczy nieco wypukły z przodu tułowik dreptczący na dwóch zwinnych nóżkach…
Mowa nie o kim innym, a o Lauci. Pewnym krokiem podchodzi do ściany, przytula główkę do tapety i zaczyna monotonnie odliczać:
- Tsi, tsi, tsi…
Paluszków na stópkach też ma „tsi”.
Laucia jest na obraz Boży i podobnie jak pierwowzór lubi trójcę:)
poniedziałek, 07 maja 2012
***
iść, ciągle iść w stronę słońca, w stronę słońca aż po horyzontu kres...

jeśli się wierzy w słońce, cienie są tylko pozorną przeszkodą
a jeśli uwierzyć naprawdę mocno, mogą okazać się dowodem na jego istnienie********* wierzę, że wkrótce się o tym przekonamtymczasem brodzę w smugach cieni
niedziela, 06 maja 2012
na skróty
- Mamo, a kiedy ksiądz mówi : Szczęść Boże ? – kolejna zagadka Nusi z serii „zaskakujące drogę znienacka”. - No. Kiedy kogoś spotyka. – wyjaśnia Rut.
Dziecię robi oczy jak pięć złotych.
- To znaczy, że ten ktoś jest jego Bogiem? – nie dowierza prawie sześciolatka
:)
Skróty myślowe i werbalne bywają pułapkami.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
wziął to ma
- Ale nie mów wiesz o tej sytuacji... – enigmatycznie, bo w obecności dzieci, przestrzega Rut mężulek przed rodzinnym spotkaniem towarzyskim. Rut patrzy urażona, że luby posądza ją o zbyt długi jęzor i zbyt małą inteligencję. Przecież bywa taktowna jak dyrygent w orkiestrze:) - No wiesz… – obrusza się - Za kogo ty mnie masz?
- Za żonę. – pada natychmiastowa odpowiedź. To Nusia wystawia nosek dotąd przytulony do tatowej koszuli. ( Uszy otulone nie były i cały mini-dialog rejestrowały). - No właśnie. – dopowiada ten w koszuli – Za żonę:)
Fakt, coś Rut pamięta jak przez mgłę. Mówił kiedyś: „Biorę ciebie za żonę…” i dotąd nie odwołał:)
sobota, 28 kwietnia 2012
prośba
modlę się nocą by mnie Bóg zachował od ślepoty na cuda i piękno( x. J. Szymik)
|