RSS
sobota, 16 lutego 2019

 

Mąż nie ustaje. Filmiki o obróbce diamentów mi pokazuje.

Daję mu się uwieść na chwilę. Słucham.

- To najpiękniejszy szlif –  kobiecy głos  tłumaczy zamysł jubilera – Najtrudniejszy. Po skończeniu kamień będzie miał 201 ścianek.

Chropowaty dźwięk szlifierki akompaniuje jej głosowi. Z kamienia odpadają drobiny diamentowego pyłu. Powoli – jęcząc -  zmienia się w ideał.

- Dwieście jeden ścianek – myślę układając się do snu – Aż tyle by odbijać światło po wielokroć, nic nie zatrzymując dla siebie.

A ile ja mam ścianek? 

Po prawie półwieczu szlifowania  i ścierania, wciąż nie odbijam Światła tak jak trzeba.

Znalezione obrazy dla zapytania szlif diamentu

 

Choć On się bardzo stara.

 

Oporność kamienia.

 

 

 

 

 

piątek, 15 lutego 2019

 

- Popatrz – mąż podsuwa mi pod oczy ekran swojego smarfona.  Widzę jak czyjeś ręce obrabiają pierścionek.

- Chciałabyś taki? – kusi mąż – Gdybym ci taki kupił?

- Nie.  Po co mi coś takiego? – wzruszam ramionami.

- Ale popatrz jaki wielki rubin. I ten brylant. – zachwala ukochany tonem straganiarza.

- Po co mi to? – śmieję się i znów odpowiadam pytaniem.

Pierścionek z rubinem już mam. Dali mi go kiedyś moi rodzice. I – jeśli jest dla mnie cenny – to nie ze względu na rubin ani złoto, z których powstał, lecz z powodu miłości, z jaką został dany.

A brylanty?

Wczoraj z Laurką bawiłyśmy się w sadzie. Resztki mokrego śniegu lśniły w słońcu jak pokruszone klejnoty, a my lepiłyśmy zgrabne kuleczki i układałyśmy w stosik.

- To nasze brylanty. – mówiłam.

- Ale dużo ich zrobiłyśmy – cieszyła się córeczka.

 

- Ale zobacz… - mąż przerywa moje rozmyślania – Nie podoba ci się?

Patrzę na niego zdumiona:  „Czyżby naprawdę planował  kupić  mi coś takiego?”

- Nie. – odpowiadam – Wolę cyrkonie albo zwykłe szkiełko. Błyszczy tak samo.

- No, ale gdybyś wiedziała, że masz na palcu kamień wart miliony?

- I co? Byłabym wtedy mądrzejsza? Piękniejsza? Bardziej wartościowa? Lepsza?

 

Mój mąż lubi tak droczyć się ze mną. Nie stać nas brylanty i nie bolejemy z tego powodu.

Znalezione obrazy dla zapytania brylant

Nasza cywilizacja przypisała dziwne znaczenia niektórym przedmiotom. Wielu postradało zmysły, a nawet życie z powodu grudki złota czy bryłki minerału.  A czym się różni brylant od zwykłego kamienia błyszczącego na dnie strumienia? Albo kropli rosy toczącej się o świcie po dłoni liścia?

Nadaliśmy umowną wartość  papierowym prostokącikom z wydrukowanym nominałem, nazwaliśmy je pieniędzmi, a potem… goniąc na oślep, zapomnieliśmy, że to tylko umowa, że coś znaczą.

Nasza cywilizacja odebrała znaczenie temu, co naprawdę cenne. Przyjaźni, uczciwości, wierności, pracy, prawdzie, miłości…

Podobny obraz

W czym mi pomoże garść pereł, gdy znajdę się na pustyni?

Czy złoto mnie wtedy napoi?

Czy banknot zaklei ranę serca?

A brylant na palcu? Przytuli, gdy będę umierała?

 

 

 

 

 

piątek, 08 lutego 2019

 

Mój mąż śmiał się kiedyś ze mnie. Często śmieje się ze mną i ze mnie,  bo jestem śmiesznym człowiekiem; ale wówczas powód był taki, że…

… gdyby dać mi dowolny, nawet najbardziej banalny przedmiot, ja napisałabym o nim inspirującą słowną etiudkę.

- To chyba prawda – pomyślałam wczoraj w łazience. Mój wzrok akurat padł na dywanik z długim włosiem, miękko tulący się do bosych stóp i sama zaśmiałam się w duchu:)

Taka jestem. Trudno powiedzieć dlaczego i po co. Ale taka jestem.

 Nie martwcie się jednak, nie napiszę o łazienkowym dywaniku, choć korci mnie strasznie.

Dziś napiszę o tapecie w rumianki:)

Zobaczyłam ją, gdy jakieś dwa lata temu odwiedziłam moją przyjaciółkę Anett, w głębi prastarej puszczy, w półmroku przedpokoju mieszkania jej zmarłej mamy.

Tapeta była w niezbyt dobrym stanie i w niezbyt dobrym świetle, sączącym się tylko z okien przyległej kuchni. Lecz zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia.

Na ciemnozielonym przygaszonym nieco tle delikatnie jakby piórkiem wyrysowane drobne rumianki. Ich łodyżki i nóżki w spłowiałym odcieniu mięty. Do tego jakby od niechcenia rzucone cytrynowe krople pośrodku koszyczków kwiatu.

Przeraźliwie piękne. Szokująco subtelne. Jakby fragment starego zielnika wpisany w ściany.

-Ach, gdyby taką mieć.- zachwycałam się głaszcząc papierową płaszczyznę - Dziś już takich nie produkują.

- My będziemy ją zrywać- zadeklarowała Anett – Może uda się trochę uratować dla ciebie.

Lecz szczęście sprzyjało jeszcze bardziej niż je o to podejrzewaliśmy. I oto gdy moja przyjaciółka wraz z mężem porządkowali mieszkanie, znaleźli  nietknięte pół rolki tapety rumiankowej.

Dziś jestem jej właścicielem.

Długo leżała w sypialni, sycąc moje oczy i serce. Co jakiś czas rozwijałam sobie kawałek i wpatrywałam się w delikatny wzór . Wcale nie trzeba czytać wierszy, by nasycić się poezją. Tyle szczegółów naszych zwykłych dni  nią jest . Po prostu.

Tapeta jest jak średniowieczny zwój. Stareńka i kruchutka. Rwie się przy każdym nieostrożnym, zbyt gwałtownym ruchu. Nie można jej już przykleić do ściany, ani ozdobić nią szuflady jak planowałam.

Ale jest ostatnia ze swego gatunku. I tak już jej mało.

Ośmieliłam się odciąć kilka kawałków i włożyć jak obraz w złote i białe ramki. Tylko tak można ją zachować i ochronić.

Co z tego, że jest stara?  Nie przestała nigdy być piękna.

Co z tego, że krucha i niefunkcjonalna?  Wciąż godna zachwytu i szacunku.

 

Patrz na swoje pierwsze zmarszczki na  twarzy Rut. Na powoli więdnącą cerę. Na siwiejące włosy.

Na blaknące oczy.

Przekwitające rumianki.

Przekwitające rumianki Rut.

 

Co z tego?

Jesteś jedyna. A to już twój ostatni kawałek.

Znalezione obrazy dla zapytania tapeta w rumianki

 

Ps. To oczywiście nie jest ta tapeta ze zdjęcia. Bardzo Was przepraszam, ale nie mam programu do obróbki zdjęć, więc moich umieścić nie mogę.

 

 

 

środa, 06 lutego 2019

 

Patrzę przez balkonowe drzwi na świat.

Siedzę na antresoli pełnej doniczek i donic zniesionych tu wczoraj pelargonii. Przeniosłam je tu bo to czas najwyższy  rozpoczynać zmartwychwstawanie.

Na razie wygląda to mikrusieńko. Wiotkie blade pojedyncze badylki wyciągają się ku światłu okna.

A i światło blade. Zima jeszcze za oknem. Śnieg tu i tam zalega. Lodowy pancerz okuwa ziemię. Mroźny wiatr pohukuje wśród igieł sosnowych.

To taki czas, gdy czekasz, że coś się wydarzy. Tęsknisz i śnisz na jawie o słońcu.

A wszędzie jak okiem sięgnąć – POZORNY BRAK ZMIAN.

Jak było, tak jest i wydaje się nie mieć końca.

Aż wszystko łka w sercu z tęsknoty by „w końcu”, by „nareszcie”.

A tu tylko zimny podmuch uderzy o szybę struchlałym brązowym liściem dębu.

Głaszczę stareńkiego gipsowego anioła po policzku. Jego twarz ma złotawą poświatę. Kiedyś trafił na śmietnik. Tam znalazł go jeden z moich uczniów i przyniósł do mnie.

- Pewnie myślałeś wtedy, że jesteś stracony? – pytam go w myśli.

Głęboki pokój maluje się na złotych powiekach. Żadne pióro w skrzydle nie drży, włosy ułożone w pukle są jak zastygłe fale oceanu.

Nie. Anioły wiedzą lepiej niż my ludzie, że … nigdy nie jest za późno, nic nie jest stracone, a pozorny brak zmian jest tylko pozorny.

Kiedy to piszę, nagle brudnoszare niebo nabiera lazurowego rumieńca, a słońce rzuca bursztynowy snop światła na balkon, szybę, włosy anioła i chude badylki pelargonii.

„Uwierz w zmiany Rut, choć tyle z nich przegapiasz używając  tylko oczu i uszu. Kry topnieją już na rzekach i morzach. Krzyk żurawi zmiesza się z błękitem nieba. Uwierz choć jeszcze nie widzisz. Uwierz, choć usłyszysz później.”

 Znalezione obrazy dla zapytania klucz żurawi w locie

 

Ps.

Pamiętacie. Kiedyś opowiadałam Wam o mojej przyjaciółce Ewie. Prosiłam o modlitwę, gdy dwa lata temu zachorowała na raka. Przez ostatnie dwa lata wydarzyło się dużo dobrego, nastąpiło wiele zmian i tych widocznych i mniej widocznych dla oczu. Ewa wciąż walczy. Podziwiam jak odważnie i uczę się od niej . Od niedawna też pisze bloga. Zajrzyjcie, poprzechadzajcie się wśród kolorów jej życia:

 Ewa kontra rak

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 04 lutego 2019

 

 

- Już nie mogę!!! – sapie najstarsza córka ledwie dysząc.

- Weź, zmieńmy się miejscami, bo już mi kark ścierpł – dorzuca, rozmasowując kręgi szyjne.

- Dobra. Chodź – przystaję na tę propozycję, bo sama już ledwo żyję.

Podczas roszady wachluję się książką i ocieram pot z czoła.

- Ale jestem mokra. – dodaję konkluzję – Ufff!!!

- Właśnie czuję!!! – wykrzykuje Alicja – cała poduszka mokra.

- Czekaj. Muszę chwilę odsapnąć – proszę.

Oddychamy obie głęboko.

- Dobrze. Jedźmy dalej. – zachęca dziecię nastoletnie, purpurowe na twarzy.

- Jedźmy.

 

I pewnie się zastanawiacie jakąż to ciężką czynność wykonywałyśmy obie tego zimowego wieczora.

Zmiana pościeli?

Nie.

Przesuwanie łóżka?

Nie.

Ćwiczenia wyszczuplające?

My? Odpada:)

Nie zgadniecie.

Ale… od początku.

Mój brat Max  (ten ornitolog zapalony) kupił mieszkanie. Mieszkanie z rynku wtórnego, więc  ze sprzętami  i wkładką. Wkładką były stosy starych książek upchnięte po szafkach. Ścisła czołówka klasyki polskiej i to w wersjach najprzyjemniej pachnących starością i mądrością epok. Prawie starodruki. Mickiewicze, Słowackie i inne wieszcze.

Max – zapalony w literaturze głównie ornitologicznej- znaleziska nie doceniał i miał szalone plany a to zrobienia  z tomów nóżek do ławy, a to wmurowania ich w ścianę, a to przewiercenia jako statywu do lampki, a to napalenia nimi w piecyku typu koza dla ogrzania atmosfery domowej.

Na szczęście moja córka – nieodrodne dziecię matki – w trakcie bytności u wuja zareagowała jak polskiemu dziecku przystało i …uprowadziła kilka buchów w walizce, a o reszcie męczenników doniosła macierzy.

Jam zaś, niewiele myśląc, uniosła się grozą i wystosowałam stosowny sms do brata o treści:

Wieszczami palić? Czyż Boga w sercu nie masz?

Znalezione obrazy dla zapytania płonące książki

Co poskutkowało błyskawicznie i Max tomiszcza ładnie spakował i kurierem wysłał na nasz adres.

I oto stoją na białej komodzie w kolejce do zaczytania. Krasicki rzewnie i malowniczo opisujący dolę chłopów na Wołyniu i Polesiu już się był doczekał. Uroniłam łzę niejedną.

A wczoraj?

Wczoraj przyszła kolej na Hrabiego Fredrę i jego komedie.

Zaczynałam właśnie  "Pana Jowiaskiego”, gdy pojawiło się obok moje nieodrodne dziecię i zajrzało mi na chwilkę przez ramię. Dosłownie na sekundkę zajrzało i … zarechotało. Rozsiadło się wygodniej przy moim boczku na łożu, podparło poduszkę pod plecy.  I zarechotało głośniej.

A godzinę później:

- Już nie mogę!!! – jęczało, trzymając się za nadwyrężoną śmiechem przeponę.

- A zobacz tu. – zachęcałam ocierając łzy z oczu.

- Niedźwiedź acz głaśnie, to w krzyżach trzaśnie.

Śmiech zwabił resztę rodziny na łoże wielkie jak kuter rybacki.

- Z czego się śmiejecie? – zainteresowała się Laurka.

- Ala, ty się ucz!!! Ty masz maturę!!! – wystosował apel odpowiedzialny ojciec.

- Ale tato. Przecież to mi się przyda. Jak im na egzaminie prasnę takim cytatem, to ze stołków pospadają ze śmiechu.

- Szczególnie tym - dodaję – „Im kot starszy, tym ogon twardszy”.

Tu wszyscy wybuchają śmiechem.

 Znalezione obrazy dla zapytania fredro

Ach, Panie Fredro. Panie Fredro. Pana komedie to boskie komedie:)

I pomyśleć, że jako brykiet do piecyka miałeś skończyć:)

 

 

 

piątek, 01 lutego 2019

 

Zapalenie krtani i zwolnienie. Chwilowe zatrzymanie w biegu.

Korzystając z tego darowanego czasu, rozbieram powoli dom ze świątecznych ozdób. Zbieram lśniące łańcuchy rozłożone na parapetach, szydełkowe misterne bombki odkładam do pudełka, zabieram drewnianą szopkę, którą niegdyś zmajstrował mąż z synem,  żłóbek i aniołki chowam do kredensu, zawijam w folię świąteczne drzewka, które zrobiłam z szyszek, wianuszek z gałązek tui wywieszam sikorkom za okno… Jeszcze tylko wytrzepać poduszkę choinkę, odkurzyć pozostałości brokatu i igliwia i można pożegnać pierwsze Boże Narodzenie w tym domu.

Hiacynt na stole coraz odważniej pręży się do kwitnienia, kot o wdzięcznym imieniu Zakapior – nieufny jak każdy bandyta:)- coraz dłużej siaduje na tarasiku, ptaki coraz radośniej śpiewają za oknem, a w doniczce z kalią nagle pojawił się mały badylek podobny do koperku.

 Zauważyłam go dwa dni temu, gdy miał jeszcze na zielonej głowie czapeczkę z resztek nasionka. Po tym nakryciu głowy poznałam, że to mała sosna.

Siewka sosny w doniczce?

Tak, bo dla ozdoby wsypałam do doniczki garść szyszek zebranych jesienią.

Szyszki, woda, ciepło i światło. To musiało się tak skończyć.

Ale uwierzcie mi – po raz pierwszy widzę sosnowe dziecko! I jest to dla mnie cud nad cuda ujrzeć w zarodku coś, co stanie się olbrzymem jak drzewa, które stoją na moim podwórku.

- Poczekamy aż podrośnie i wysadzimy ją do ziemi – planuje mąż, gdy mu pokazuję doniczkowe maleństwo.

Tymczasem egzotyczna kalia i rodowita sosenka muszą razem mieszkać w jednej doniczce.

Aż do wiosny.

A wiosna tuż tuż. Ziemia już przeciąga się pod białą kołdrą śniegu. I przekłada na drugi bok.

 Wciąż prószy. Ale niech to nikogo nie zwiedzie. Krety z zapałem kopią nasz trawnik. No a krety wiedzą lepiej niż my ludzie co i kiedy.

Więc niedługo za drzwiami zakwitnie łan tulipanów.

I znowu będę stawiać na ich straży patyczki, by nie zostały rozniesione przez tupot stóp małych i wielkich. Wiosenny tupot.

Podobny obraz

 

Tymczasem wypijam toast ciepłym rumiankiem i idę rozwieszać  pranie:)

 

 

 

 

 

wtorek, 29 stycznia 2019

 

 

Czasem tak jest.

Przeczytasz jeden wiersz. Usłyszysz jakąś zabłąkaną melodię. Zapatrzysz się w punkt gdzie szosa, którą suniesz znika w tafli nieba. Zobaczysz ptaka rozpostartego nad głową.

I to wystarczy, byś zaczął żyć podszewką na zewnątrz.

Albo wstajesz rano i wiesz, że to się właśnie stało…

… to, co w tobie najdelikatniejsze, najsubtelniejsze i zwykle głęboko ukryte, teraz ociera się o szorstką skórę świata.

Boleśnie.

Nagle rani cię dotkliwie bębnienie hałaśliwej stacji radiowej, polityczne dysputy podobne do ujadania sfory psów. Ociera cię aż do krwi monotonia codziennie wykonywanych czynności życiowych. Nużą tematy o zarobkach, awansach, aspiracjach, w które chcąc nie chcąc i raz po raz musisz się zanurzyć.

Udręką są pytania: o czym myślisz? dlaczego milczysz? czy coś się stało? jesteś chora?

Chciałbyś uciec gdzieś w ustronne miejsce, daleko od głosów, od pytań i koniecznie wymaganych odpowiedzi, od ludzkiego wzroku, dotyku, dociekań…

Chciałbyś pójść gdzieś, gdzie delikatna podszewka twojej duszy nie będzie się zaciągała i pruła boleśnie. Gdzie cisza otuli i zagoi jej rany.

Chodzisz w tę i powrotem jak szaleniec szukając takiego miejsca. Ale wciąż ktoś lub coś domaga się twojej obecności, aktywności, zainteresowania.

Czasem tak jest.

Przez chwilę nie potrafisz poradzić sobie ze sobą, zbyt delikatnym nagle i niezrozumiale czułym jak na warunki tego świata.

A wystarczy po prostu powiedzieć sobie: Jestem wywrócony podszewką do góry.

Delikatną, atłasową wyściółką duszy zetknięty z szorstką sierścią dnia codziennego.

 

Dobrze mieć jakąś podszewkę. Nawet jeśli to boli.

Znalezione obrazy dla zapytania wywrócona podszewka

 

Nie jestem tutejszy.

Wiem to już od dawna.

                       (x. J. Szymik)

 

 

 

środa, 16 stycznia 2019

 

 

Miło jest obudzić się rano, przeciągnąć, zwinąć w kłębek jak kot pod ciepłą kołdrą i mieć 45 lat.

 Podobny obraz

Szumi wiatr, podnosi sypki śnieg i miota nim po podwórzu, a słońce rozbryzguje się na białych drobinach w miliony światełek.

Takiego dnia jak ten po raz pierwszy spojrzałam na świat.

Ach. Jak miło.

I miło dostać urodzinowego całusa od męża będąc pogrążoną w półśnie jeszcze.

 

Gdyby mnie nie było na tym bożym świecie… - nagła myśl wkrada się na paluszkach.

Gdyby mnie nigdy nie było…

Syn  nie tuliłby do nikogo swojego policzka i nie szeptałby: kocham cię mamo,

Mój mąż nie nuciłby rano smażąc dzieciom jajecznicę albo nie-mój mąż nuciłby zupełnie inną piosenkę,

I nie wystrzeliłby jak fajerwerk znienacka buziak Lali,

Nikt by nie chuchnął w ucho : „wszystkiego najlepszego staruszko” ( to Ala),

Nikt by nie otarł się po kociemu o moją twarz jak Nusia

 

Filiżanka w róże uśmiecha się do mnie czarną buzią  porannej kawy.

Ach!!!  Gdyby mnie nie było , nie byłoby także tych białych porcelanowych gałek przy kuchennych meblach. I w ogóle domu by nie było. I dzieci. I wianka na schodach lśniącego. I kilku milionów słów. I tańca szalonego nad urodzinowym tortem. I zjazdów z ośnieżonej górki w sadzie, i nikt by nie uszył tej poduszki- różowej choinki na kanapę, paru krzaczków by nie było, morza kwiatów, kilku drzew…

Świat zmienił się nie do poznania przez to, że już prawie pół wieku drepczę po nim.

Czytałam ostatnio opowiadanie Józefa Ignacego Kraszewskiego pt; „ Historia kołka w płocie”.

O, jakże znamienny tytuł w przeddzień urodzin kogoś takiego jak ja:)

I na stronie 313 książki, która – o jakże to znamienne!!! – została wydrukowana w tym samym roku co ja:) – znalazłam takie słowa:

„…każdy znać człowiek przychodzi na świat z pieśnią jakąś. Tylko jeden ją wyśpiewa, drugi wypowie, trzeci zagra, a w innym zamrze ona na wieki wieków, nie mogąc się z niego wydobyć.”

 

Moja pieśń wciąż brzmi, pnie i wije się, otula kolejne lata, osoby, wydarzenia.

Jestem tylko kołkiem w płocie. Jednym z wielu. Ale podtrzymuję kawałek nieba nad kawałkiem danej mi pod stopy ziemi.

I to mi wystarczy za pieśń i szczęście istnienia.

Znalezione obrazy dla zapytania kołki w płocie

miłość życia

Jest od Boga.

Na pewno.

 (ks.J. Szymik)

 

 

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Siąpiąca nosem grudniowa niedziela. Ostatnia w roku. Pan Poranek w  stalowoszarym kapturze naciągniętym głęboko na oczy zachmurzony rozsiadł się w sadzie.

Mży. Mgiełkę z mżawki mam na rzęsach i futrzanym wykończeniu długiego płaszcza. Mam nią zroszony nos i solidne buty, gdy wędruję chaszczami starego sadu. Ale mgła nie sięga głęboko, nie przemaka skórą aż do serca i duszy, choć Pan Poranek dwoi się i troi by zmrozić mnie swym spojrzeniem spod kaptura.

Pełne zachmurzenie na zewnątrz.

Ale wewnątrz… pogoda z licznymi przejaśnieniami.

Cisza wlewa się uszami ożywczą strugą, szumi w arteriach myśli, poi je i odżywia.

Blask kropel wiszących girlandami na każdej gałązce i sosnowej igle wlewa się oczami zaraz za ciszą.

Gdy przedzieram się w głąb tego świata, krople jak małe dzwonki spadają w ślad za mną. Niektóre są tak zachwycające, że wyjmuję komórkę, by je uwiecznić zanim spadną i wsiąkną.

Patrzę na złamany obfitością jesiennych jabłek  konar starego drzewa, na jego rozległą ranę u nasady ramienia,

Mierzę wzrokiem suche już dziewanny – dużo wyższe ode mnie, choć do niskich nie należę,

Głaszczę ich przylegające do chłodnej ziemi rozety omszonych liści pełnych dżdżu jak iskier,

Siadam na starym betonowym korycie, które stojąc tu niemal odwiecznie, obrosło miękko mchem i  - choć tak różne - stało się częścią sadu,

Biegnę wzrokiem po brunatnym dywanie z dębowych liści i znajduję zdumiona orzech. Orzech wśród sosen, śliwek, brzóz, jabłoni i dębów…

- Wrona albo wiewiórka – szybko odpowiada na zagadkę myśl.

Pan Poranek odchyla kaptur i lekko się uśmiecha.

Suche trawy przylgnęły wiernie do moich trzewików, nad głową gdzieś w przestworzach krzyk jastrzębia, potem strzał: jeden, drugi, ujadanie psów, leniwe pianie koguta. Cisza. Jednostajny szum drobinek wody uderzających o połać świata.

A wokół i w środku, wszędzie dokoła jak okiem sięgnąć, jak uchem uchwycić… On.

Znalezione obrazy dla zapytania Krople na gałęzi

Dwa tygodnie temu byłam na trzydniowych rekolekcjach w ciszy. Ale… jej tam nie znalazłam.

Myślę sobie, że mój sad mnie rozpieścił. Ktoś kto ma – jak ja – taki dziki zakątek na wyciągnięcie ręki – nie znajdzie ciszy po prostu w zwykłym braku mówienia. Bo cisza to nie milczenie.  To nie brak słów. Cisza to coś więcej.

Prawdziwa cisza natychmiast zwabia Boga do duszy.

I nagle pojawia się Słowo.

Większe od wszystkich słów na całym świecie, większe od  legendarnych zbiorów biblioteki Aleksandryjskiej, potężniejsze od strumienia newsów płynących dzień i noc z wszelkich odbiorników…

Słowo.

A ty sam stajesz się … tym czym jesteś naprawdę.  Kroplą rosy.

 „Pan Bóg połknie cię jak kropelkę rosy” – napisała kiedyś  mała św. Teresa.

Nie bój się więc. Cisza jest twoim domem.

 

Pan Poranek zsunął kaptur zupełnie. Już bez cienia melancholii.

 

 

 

 

poniedziałek, 24 grudnia 2018

 

Dom szybko wypełnia się przedmiotami, lecz powoli obrasta we wspomnienia.

Nasz robi podobnie.

Iza-Bella podarowała filiżanki, bo „u was tyle gości”, Paula – szydełkowe misterne bombki, Ksawery deklaruje  oddać swój kominek, Halinka przyniosła zakochane Anioły, Marta ofiarowała białe zasłony, ktoś – puchaty dywanik, przyjaciółka namalowała obraz z rumiankami, Anett – czajnik w kropki,  inny ktoś – pościel, poduszkę, kocyk, serwetki…

Rwąca rzeka życzliwości.

I miło usłyszeć od córki: „Dobrze się tu mieszka. Ten dom jest przytulny chociaż większy”.

Do ścian przylega śmiech, otulają go miękko codzienne rozmowy, nasycają barwami nowe wydarzenia, otwierają go spotkania, odwiedziny i biesiady. Rozsiada się po kątach ciepło uczuć.

Pierwsza choinka wygląda na ośnieżony świat, falują złote grzywy łańcuchów, bombki tańczą w rytm świątecznej muzyki, kurz zbiera się po kątach domowy, okruszki sypią się ze stołu, pohukiwania niosą echem po schodach, deszcz palcami bębni w dach.

 Zaprzyjaźniamy się z sikorkami przy słonince, rozpoznajemy bogatki i modraszki, podziwiamy ich akrobacje. Co i rusz nowe koty łaszą się do światła naszych okien, tyleż samo głodne co nieufne.

Zjeżdżamy z ośnieżonej górki w sadzie płosząc dzikiego bażanta z żoną. Jemy makowiec, pijemy herbaty ziołowe, rano gawędzimy cicho z mężem, wieczorem gromadnie zbieramy się w rozświetlonym świecami salonie, wylegujemy na kanapie, fotelach i gdzie popadnie.  Czytamy książki, słuchamy muzyki, pieczemy pierniczki, gramy w ping ponga, modlimy się, kichamy… żyjemy… żyjemy… żyjemy…

Dzieje się też dużo poza, a dom jest jak bezpieczny port, do którego można zawinąć o zmroku i odpocząć. Z dala od miasta, zatłoczonych ulic, zgiełku i tłumu. Chwile spędzone tu są jak hausty świeżego powietrza przez rzuceniem się w toń.

 

A teraz dłuższy odpoczynek.

Wdech. Wydech.

Czas spowalnia, oddech się wyrównuje, myśli porządkują na nowo.

Serce przypomina sobie jak bić inaczej. Bliżej Tego, Który zawsze blisko choć często zapomniany.

 

Witaj Jezu Ukochany, od Patriarchów czekany…

Witaj w każdym naszym miejscu i w każdym naszym czasie.

Niech nasze domy wypełnią się Tobą szybciej niż przedmiotami, niech obrosną ciepło Twoją Obecnością jak mchem, niech nasze rodziny powiększą się o Twoje życie.

Znalezione obrazy dla zapytania opłatek

Tego i nam i Wam kochani życzę zawsze.

Błogosławionych świąt i całego czasu, który ścieli się przed Wami jak połać śniegu. Aż po horyzont.

 

Rut

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79