RSS
poniedziałek, 11 marca 2019

Kochani.

Garniec ma nowy adres.

http://ruttka.blog.deon.pl/

Na razie w surowym stanie, ale zapraszam w nowe progi:)

Wierzę, że z czasem się tam zadomowimy i znów poczujemy jak u siebie.

Widocznie taki czas w moim życiu. Przeprowadzki.

DSCF65731

 

Biorę więc garniec za uszy i przenoszę:)

 

 

piątek, 01 marca 2019

 

Drodzy stali goście i podczytywacze.

To już tak wiele lat minęło od czasu, gdy zaczęłam pisać bloga. Kawałek czasu, świata, mojego życia.

Tydzień temu otrzymałam wiadomość, że platforma blox zamyka przestrzeń blogową.

Mój blog niedługo zniknie. Pod koniec kwietnia.

Pakuję więc walizki, przeglądam wszystkie chwile, owijam je jak cenne pamiątki i ...

... nie wiem jeszcze co zdecyduję.

Może założę nowy blog gdzieś indziej. Może przeniosę ten w inne miejsce. Może przestanę pisać.

Muszę to przemyśleć i przemodlić. Nie byłabym sobą, gdybym tak nie zrobiła. Znacie mnie trochę.

 

Cokolwiek zdecyduję, dam Wam znać zanim "garniec pełen złota" - jak wszystkie tego typu przedmioty - zamieni się w legendę.

Znalezione obrazy dla zapytania spakowana walizka

 

Za bardzo Was szanuję, by zniknąć bez słowa, po angielsku.

 

 

Rut

 

 

 

wtorek, 26 lutego 2019

 

 

Czytam „Dzieci z Bullerbyn” - lekturę drugoklasistów. Dzielimy się z Lalą sprawiedliwie. Ona rozdział i ja rozdział, a Nusia się przysłuchuje i zagrzewa. Sama zaś ma problemy z przełknięciem „Zemsty”.

- To nudne. – mówi – Nic z tego nie rozumiem.

- Weź sobie opracowanie w necie przeczytaj. – proponuje drogę na skróty brat.

Obie z Alą oczy wywracamy na drugą stronę ze zgorszenia.

- Nudne? – pytamy chórem –Fredro?!!

- Weź, znajdź teatr w necie. Obejrzymy z nią razem i wtedy zrozumie i łatwiej jej będzie czytać – zarządzam.

Więc oglądamy. W tej słynnej najnowszej wersji filmowej Wajdy z plejadą sławnych aktorów.

Obie z Alą zwijamy się ze śmiechu, recytujemy z pamięci najsłynniejsze smakowite zdanka.

- Mocium panie, me wezwanie…  mocium panie, w tym sposobie…

- Jeśli nie chcesz mojej zguby, krokodyla daj mi luby

A Nusia?

- Weź nie śpij!!! – gorszy się starsza siostra i kuksańca jej w bok daje.

Mimo tej niemocy, następnego dnia córka średnia jeszcze raz dzieło przeczytała i… fabułę pojęła, a nawet…

- Ciekawe to – rzekła pochlebnie, co pewnie nieco uspokoiło hrabiego Fredrę w grobie:)

Laurcię przepytuję z tabliczki do 30. Na wielkiej płachcie wypisuję słupki kolorowymi flamastrami. Żmudny proces próbuję zmienić w zabawę. I się udaje. Niechętne dziecię samo zaczyna się napraszać o przepytywanie z tabliczki.

- Lubię tabliczkę. - wyznaje

Z najstarszą przerabiam biologię do matury. Nic już nie pamiętam z tej dziedziny, ale zdrowy rozum i łeb a karku wciąż posiadam, a to nieoceniona pomoc z zgłębianiu zadań z genetyki. Kiedy tak razem ślęczymy, maturzystka, której ostatnio żagle przywiędły jakoś, nabiera rumieńców i werwy.

- Muszki owocówki  o szkarłatnych oczach z miniaturowymi skrzydłami

- Pomidor o łodydze ciemnej z włoskami

Rankiem dnia następnego budzę się z „osteoblastami” i „osteoklastami” w głowie.

:) :) :)

 

 

 

 I tak sobie myślę, że  wzbudzanie  zapału i entuzjazmu to jeden z  największych  talentów, jakie mamy.

Bo do każdego trzeba mieć odpowiedni klucz, albo raczej – wyrażając się współcześnie – kod dostępu.

Jednego zmotywuje  pochwała, inny zareaguje, gdy na niego  krzykniesz, trzeciemu można zaproponować współpracę lub rywalizację, czwarty zbudzi się od kuksańca w bok. Są tacy, którym potrzeba kolorowego wykresu albo innego zobrazowania. Czułości. Podnoszenia porzeczki.  Poważnej rozmowy. Obrócenia czegoś w żart. Ciastka z kremem:) Marchewki na kiju:)

Trzeba iść przez życie i zbierać kolejne klucze do kolejnych osób, sprawdzać je raz po raz, by nie zardzewiały, czasem przeszlifować, bo po latach zgrzytają w zamku. Bo przecież chłopak, który 20 lat temu został moim mężem, dziś już jest inny.

Trzeba też mieć klucz najważniejszy.

Znalezione obrazy dla zapytania klucz w zamku

Klucz do samego siebie.

Bez niego nigdy nie będziesz swoim własnym przyjacielem.

 

 A jeśli go masz…

nie ma góry, której nie ruszysz z posad,

ani rzeki, która będzie zbyt głęboka,

nie ma tragedii, której nie uda się przejść,

ani nudy, której nie da się uleczyć.

 

Ja mam kilka takich sposobów na samą siebie. Gdy czeka mnie naprawdę trudny dzień, tydzień, czas, obiecuję sobie nagrodę.

Mówię: Rut, jeśli to przejdziesz…

To nie musi być nic wielkiego ani nic drogiego. Po prostu miła chwila. Jakieś małe spełnione marzenie.

Ulubiona napoleonka kupiona w cukierni. Książka. Chwila z gorącą czekoladą i ciszą. Obejrzenie starego filmu z dzieciństwa. Nasiona nowych kwiatów.

 

Działa.

Klucz zgrzyta w zamku… i drzwi uchylają się.

Znalezione obrazy dla zapytania uchylone drzwi

 

Effata.

 

 

 

 

 

środa, 20 lutego 2019

 

Jeden z pierwszych takich złotych dni w tym roku. Wypełniony po brzegi płynnym miodem słońca, kwileniem ptaków, wietrzyka przeczesywaniem liści, zapachem budzącej się ziemi.

Siedzę na ławeczce w sadzie, kiwającej się już ze starości i obrosłej niebieskawym płaszczem porostu o pięknej nazwie  Biedronecznik zmienny ( punctelia subrudecta), siedzę więc i sycę się całą wiosnowatością wiosny w połowie lutego. Jej kipieniem, szumieniem i wylewaniem się hojnym przez brzegi kielicha. Moje trzewiki czarne zanurzone w rudo-brązowym dywanie liści.

Znalezione obrazy dla zapytania porosty

Ławeczka jest stara, bo – jeśli pamiętacie – została zrobiona wówczas, gdy będąc w ciąży Laurką, w moich wędrówkach docierałam tylko do tej pochylonej brzózki  i potem zupełnie nie miałam siły, by zrobić choć krok jeszcze. Tak więc ławeczka jak na ławeczki i to takie wystawione cały boży rok na słońce i smaganie wiatru, bębnienie deszczu, otulanie w śnieżny puch i skuwanie mrozem, jest już naprawdę sędziwa. Ma prawo do kiwania, skrzypienia, wyglądu nie-wyjściowego i wyszczerbiania się brzegami.

Zupełnie jednak jej to nie przeszkadza, zwłaszcza w towarzystwie moich trzewików, które od łażenia po sadzie, niezależnie od pogody, też już do wyjściowych nie należą:)

I właśnie obok ich  nosków czarnych ruch się zrobił jakiś drobny i powolny. Oto spod przywiędłej kołdry zeszłorocznych liści zaczęło się gramolić coś małego i czerwonego. A obok drugie. Trzy centymetry w prawo – trzecie. I jak okiem sięgnąć nagle wiele czerwonych drobin wychynęło na świat.

Biedronki!!!

Podobny obraz

Uśmiechnęłam się.

- Droczysz się? – zapytałam.

 

Bo wyobraźcie sobie, kilka dni temu kupiliśmy Laurce 60 biedronek. Czerwonych, żółtych, różowych, seledynowych, lazurowych. Za zawrotną sumę 6 złotych.

Biedroneczki są akurat tak małe jak prawdziwe i uzbrojone w możliwość przyklejenia ich gdziekolwiek.

No i to „gdziekolwiek” nas poniosło.

Cała rodzina biegała po domu i rozklejała małe kolorowe drobinki. Biedronki oblazły lustra domowe, poręcz schodów, lampy, białe drzwi, ozdobiły zdjęcia przodków, schowały się we wszystkich kątach…  I choć za oknem było jeszcze buro i wietrznie, a łachy śniegu uparcie trzymały się cienia, u nas była już wiosna.

- Droczysz się? – zapytałam znowu – I kto tu kogo naśladuje? – zaśmiałam się w duchu.

Zmrużył oczy figlarnie.

- Ale pamiętaj Rut: nie wszystkie dni mogą być złote, inkrustowane biedronkami i śpiewem ptaków. Ciemnych dni też potrzebujesz. Może bardziej niż sądzisz. W ciemności i ciszy rodzą się rzeczy najważniejsze.

 

Pamiętam.

 

 

sobota, 16 lutego 2019

 

Mąż nie ustaje. Filmiki o obróbce diamentów mi pokazuje.

Daję mu się uwieść na chwilę. Słucham.

- To najpiękniejszy szlif –  kobiecy głos  tłumaczy zamysł jubilera – Najtrudniejszy. Po skończeniu kamień będzie miał 201 ścianek.

Chropowaty dźwięk szlifierki akompaniuje jej głosowi. Z kamienia odpadają drobiny diamentowego pyłu. Powoli – jęcząc -  zmienia się w ideał.

- Dwieście jeden ścianek – myślę układając się do snu – Aż tyle by odbijać światło po wielokroć, nic nie zatrzymując dla siebie.

A ile ja mam ścianek? 

Po prawie półwieczu szlifowania  i ścierania, wciąż nie odbijam Światła tak jak trzeba.

Znalezione obrazy dla zapytania szlif diamentu

 

Choć On się bardzo stara.

 

Oporność kamienia.

 

 

 

 

 

piątek, 15 lutego 2019

 

- Popatrz – mąż podsuwa mi pod oczy ekran swojego smarfona.  Widzę jak czyjeś ręce obrabiają pierścionek.

- Chciałabyś taki? – kusi mąż – Gdybym ci taki kupił?

- Nie.  Po co mi coś takiego? – wzruszam ramionami.

- Ale popatrz jaki wielki rubin. I ten brylant. – zachwala ukochany tonem straganiarza.

- Po co mi to? – śmieję się i znów odpowiadam pytaniem.

Pierścionek z rubinem już mam. Dali mi go kiedyś moi rodzice. I – jeśli jest dla mnie cenny – to nie ze względu na rubin ani złoto, z których powstał, lecz z powodu miłości, z jaką został dany.

A brylanty?

Wczoraj z Laurką bawiłyśmy się w sadzie. Resztki mokrego śniegu lśniły w słońcu jak pokruszone klejnoty, a my lepiłyśmy zgrabne kuleczki i układałyśmy w stosik.

- To nasze brylanty. – mówiłam.

- Ale dużo ich zrobiłyśmy – cieszyła się córeczka.

 

- Ale zobacz… - mąż przerywa moje rozmyślania – Nie podoba ci się?

Patrzę na niego zdumiona:  „Czyżby naprawdę planował  kupić  mi coś takiego?”

- Nie. – odpowiadam – Wolę cyrkonie albo zwykłe szkiełko. Błyszczy tak samo.

- No, ale gdybyś wiedziała, że masz na palcu kamień wart miliony?

- I co? Byłabym wtedy mądrzejsza? Piękniejsza? Bardziej wartościowa? Lepsza?

 

Mój mąż lubi tak droczyć się ze mną. Nie stać nas brylanty i nie bolejemy z tego powodu.

Znalezione obrazy dla zapytania brylant

Nasza cywilizacja przypisała dziwne znaczenia niektórym przedmiotom. Wielu postradało zmysły, a nawet życie z powodu grudki złota czy bryłki minerału.  A czym się różni brylant od zwykłego kamienia błyszczącego na dnie strumienia? Albo kropli rosy toczącej się o świcie po dłoni liścia?

Nadaliśmy umowną wartość  papierowym prostokącikom z wydrukowanym nominałem, nazwaliśmy je pieniędzmi, a potem… goniąc na oślep, zapomnieliśmy, że to tylko umowa, że coś znaczą.

Nasza cywilizacja odebrała znaczenie temu, co naprawdę cenne. Przyjaźni, uczciwości, wierności, pracy, prawdzie, miłości…

Podobny obraz

W czym mi pomoże garść pereł, gdy znajdę się na pustyni?

Czy złoto mnie wtedy napoi?

Czy banknot zaklei ranę serca?

A brylant na palcu? Przytuli, gdy będę umierała?

 

 

 

 

 

piątek, 08 lutego 2019

 

Mój mąż śmiał się kiedyś ze mnie. Często śmieje się ze mną i ze mnie,  bo jestem śmiesznym człowiekiem; ale wówczas powód był taki, że…

… gdyby dać mi dowolny, nawet najbardziej banalny przedmiot, ja napisałabym o nim inspirującą słowną etiudkę.

- To chyba prawda – pomyślałam wczoraj w łazience. Mój wzrok akurat padł na dywanik z długim włosiem, miękko tulący się do bosych stóp i sama zaśmiałam się w duchu:)

Taka jestem. Trudno powiedzieć dlaczego i po co. Ale taka jestem.

 Nie martwcie się jednak, nie napiszę o łazienkowym dywaniku, choć korci mnie strasznie.

Dziś napiszę o tapecie w rumianki:)

Zobaczyłam ją, gdy jakieś dwa lata temu odwiedziłam moją przyjaciółkę Anett, w głębi prastarej puszczy, w półmroku przedpokoju mieszkania jej zmarłej mamy.

Tapeta była w niezbyt dobrym stanie i w niezbyt dobrym świetle, sączącym się tylko z okien przyległej kuchni. Lecz zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia.

Na ciemnozielonym przygaszonym nieco tle delikatnie jakby piórkiem wyrysowane drobne rumianki. Ich łodyżki i nóżki w spłowiałym odcieniu mięty. Do tego jakby od niechcenia rzucone cytrynowe krople pośrodku koszyczków kwiatu.

Przeraźliwie piękne. Szokująco subtelne. Jakby fragment starego zielnika wpisany w ściany.

-Ach, gdyby taką mieć.- zachwycałam się głaszcząc papierową płaszczyznę - Dziś już takich nie produkują.

- My będziemy ją zrywać- zadeklarowała Anett – Może uda się trochę uratować dla ciebie.

Lecz szczęście sprzyjało jeszcze bardziej niż je o to podejrzewaliśmy. I oto gdy moja przyjaciółka wraz z mężem porządkowali mieszkanie, znaleźli  nietknięte pół rolki tapety rumiankowej.

Dziś jestem jej właścicielem.

Długo leżała w sypialni, sycąc moje oczy i serce. Co jakiś czas rozwijałam sobie kawałek i wpatrywałam się w delikatny wzór . Wcale nie trzeba czytać wierszy, by nasycić się poezją. Tyle szczegółów naszych zwykłych dni  nią jest . Po prostu.

Tapeta jest jak średniowieczny zwój. Stareńka i kruchutka. Rwie się przy każdym nieostrożnym, zbyt gwałtownym ruchu. Nie można jej już przykleić do ściany, ani ozdobić nią szuflady jak planowałam.

Ale jest ostatnia ze swego gatunku. I tak już jej mało.

Ośmieliłam się odciąć kilka kawałków i włożyć jak obraz w złote i białe ramki. Tylko tak można ją zachować i ochronić.

Co z tego, że jest stara?  Nie przestała nigdy być piękna.

Co z tego, że krucha i niefunkcjonalna?  Wciąż godna zachwytu i szacunku.

 

Patrz na swoje pierwsze zmarszczki na  twarzy Rut. Na powoli więdnącą cerę. Na siwiejące włosy.

Na blaknące oczy.

Przekwitające rumianki.

Przekwitające rumianki Rut.

 

Co z tego?

Jesteś jedyna. A to już twój ostatni kawałek.

Znalezione obrazy dla zapytania tapeta w rumianki

 

Ps. To oczywiście nie jest ta tapeta ze zdjęcia. Bardzo Was przepraszam, ale nie mam programu do obróbki zdjęć, więc moich umieścić nie mogę.

 

 

 

środa, 06 lutego 2019

 

Patrzę przez balkonowe drzwi na świat.

Siedzę na antresoli pełnej doniczek i donic zniesionych tu wczoraj pelargonii. Przeniosłam je tu bo to czas najwyższy  rozpoczynać zmartwychwstawanie.

Na razie wygląda to mikrusieńko. Wiotkie blade pojedyncze badylki wyciągają się ku światłu okna.

A i światło blade. Zima jeszcze za oknem. Śnieg tu i tam zalega. Lodowy pancerz okuwa ziemię. Mroźny wiatr pohukuje wśród igieł sosnowych.

To taki czas, gdy czekasz, że coś się wydarzy. Tęsknisz i śnisz na jawie o słońcu.

A wszędzie jak okiem sięgnąć – POZORNY BRAK ZMIAN.

Jak było, tak jest i wydaje się nie mieć końca.

Aż wszystko łka w sercu z tęsknoty by „w końcu”, by „nareszcie”.

A tu tylko zimny podmuch uderzy o szybę struchlałym brązowym liściem dębu.

Głaszczę stareńkiego gipsowego anioła po policzku. Jego twarz ma złotawą poświatę. Kiedyś trafił na śmietnik. Tam znalazł go jeden z moich uczniów i przyniósł do mnie.

- Pewnie myślałeś wtedy, że jesteś stracony? – pytam go w myśli.

Głęboki pokój maluje się na złotych powiekach. Żadne pióro w skrzydle nie drży, włosy ułożone w pukle są jak zastygłe fale oceanu.

Nie. Anioły wiedzą lepiej niż my ludzie, że … nigdy nie jest za późno, nic nie jest stracone, a pozorny brak zmian jest tylko pozorny.

Kiedy to piszę, nagle brudnoszare niebo nabiera lazurowego rumieńca, a słońce rzuca bursztynowy snop światła na balkon, szybę, włosy anioła i chude badylki pelargonii.

„Uwierz w zmiany Rut, choć tyle z nich przegapiasz używając  tylko oczu i uszu. Kry topnieją już na rzekach i morzach. Krzyk żurawi zmiesza się z błękitem nieba. Uwierz choć jeszcze nie widzisz. Uwierz, choć usłyszysz później.”

 Znalezione obrazy dla zapytania klucz żurawi w locie

 

Ps.

Pamiętacie. Kiedyś opowiadałam Wam o mojej przyjaciółce Ewie. Prosiłam o modlitwę, gdy dwa lata temu zachorowała na raka. Przez ostatnie dwa lata wydarzyło się dużo dobrego, nastąpiło wiele zmian i tych widocznych i mniej widocznych dla oczu. Ewa wciąż walczy. Podziwiam jak odważnie i uczę się od niej . Od niedawna też pisze bloga. Zajrzyjcie, poprzechadzajcie się wśród kolorów jej życia:

 Ewa kontra rak

 

 

 

 

 

 

 

 

poniedziałek, 04 lutego 2019

 

 

- Już nie mogę!!! – sapie najstarsza córka ledwie dysząc.

- Weź, zmieńmy się miejscami, bo już mi kark ścierpł – dorzuca, rozmasowując kręgi szyjne.

- Dobra. Chodź – przystaję na tę propozycję, bo sama już ledwo żyję.

Podczas roszady wachluję się książką i ocieram pot z czoła.

- Ale jestem mokra. – dodaję konkluzję – Ufff!!!

- Właśnie czuję!!! – wykrzykuje Alicja – cała poduszka mokra.

- Czekaj. Muszę chwilę odsapnąć – proszę.

Oddychamy obie głęboko.

- Dobrze. Jedźmy dalej. – zachęca dziecię nastoletnie, purpurowe na twarzy.

- Jedźmy.

 

I pewnie się zastanawiacie jakąż to ciężką czynność wykonywałyśmy obie tego zimowego wieczora.

Zmiana pościeli?

Nie.

Przesuwanie łóżka?

Nie.

Ćwiczenia wyszczuplające?

My? Odpada:)

Nie zgadniecie.

Ale… od początku.

Mój brat Max  (ten ornitolog zapalony) kupił mieszkanie. Mieszkanie z rynku wtórnego, więc  ze sprzętami  i wkładką. Wkładką były stosy starych książek upchnięte po szafkach. Ścisła czołówka klasyki polskiej i to w wersjach najprzyjemniej pachnących starością i mądrością epok. Prawie starodruki. Mickiewicze, Słowackie i inne wieszcze.

Max – zapalony w literaturze głównie ornitologicznej- znaleziska nie doceniał i miał szalone plany a to zrobienia  z tomów nóżek do ławy, a to wmurowania ich w ścianę, a to przewiercenia jako statywu do lampki, a to napalenia nimi w piecyku typu koza dla ogrzania atmosfery domowej.

Na szczęście moja córka – nieodrodne dziecię matki – w trakcie bytności u wuja zareagowała jak polskiemu dziecku przystało i …uprowadziła kilka buchów w walizce, a o reszcie męczenników doniosła macierzy.

Jam zaś, niewiele myśląc, uniosła się grozą i wystosowałam stosowny sms do brata o treści:

Wieszczami palić? Czyż Boga w sercu nie masz?

Znalezione obrazy dla zapytania płonące książki

Co poskutkowało błyskawicznie i Max tomiszcza ładnie spakował i kurierem wysłał na nasz adres.

I oto stoją na białej komodzie w kolejce do zaczytania. Krasicki rzewnie i malowniczo opisujący dolę chłopów na Wołyniu i Polesiu już się był doczekał. Uroniłam łzę niejedną.

A wczoraj?

Wczoraj przyszła kolej na Hrabiego Fredrę i jego komedie.

Zaczynałam właśnie  "Pana Jowiaskiego”, gdy pojawiło się obok moje nieodrodne dziecię i zajrzało mi na chwilkę przez ramię. Dosłownie na sekundkę zajrzało i … zarechotało. Rozsiadło się wygodniej przy moim boczku na łożu, podparło poduszkę pod plecy.  I zarechotało głośniej.

A godzinę później:

- Już nie mogę!!! – jęczało, trzymając się za nadwyrężoną śmiechem przeponę.

- A zobacz tu. – zachęcałam ocierając łzy z oczu.

- Niedźwiedź acz głaśnie, to w krzyżach trzaśnie.

Śmiech zwabił resztę rodziny na łoże wielkie jak kuter rybacki.

- Z czego się śmiejecie? – zainteresowała się Laurka.

- Ala, ty się ucz!!! Ty masz maturę!!! – wystosował apel odpowiedzialny ojciec.

- Ale tato. Przecież to mi się przyda. Jak im na egzaminie prasnę takim cytatem, to ze stołków pospadają ze śmiechu.

- Szczególnie tym - dodaję – „Im kot starszy, tym ogon twardszy”.

Tu wszyscy wybuchają śmiechem.

 Znalezione obrazy dla zapytania fredro

Ach, Panie Fredro. Panie Fredro. Pana komedie to boskie komedie:)

I pomyśleć, że jako brykiet do piecyka miałeś skończyć:)

 

 

 

piątek, 01 lutego 2019

 

Zapalenie krtani i zwolnienie. Chwilowe zatrzymanie w biegu.

Korzystając z tego darowanego czasu, rozbieram powoli dom ze świątecznych ozdób. Zbieram lśniące łańcuchy rozłożone na parapetach, szydełkowe misterne bombki odkładam do pudełka, zabieram drewnianą szopkę, którą niegdyś zmajstrował mąż z synem,  żłóbek i aniołki chowam do kredensu, zawijam w folię świąteczne drzewka, które zrobiłam z szyszek, wianuszek z gałązek tui wywieszam sikorkom za okno… Jeszcze tylko wytrzepać poduszkę choinkę, odkurzyć pozostałości brokatu i igliwia i można pożegnać pierwsze Boże Narodzenie w tym domu.

Hiacynt na stole coraz odważniej pręży się do kwitnienia, kot o wdzięcznym imieniu Zakapior – nieufny jak każdy bandyta:)- coraz dłużej siaduje na tarasiku, ptaki coraz radośniej śpiewają za oknem, a w doniczce z kalią nagle pojawił się mały badylek podobny do koperku.

 Zauważyłam go dwa dni temu, gdy miał jeszcze na zielonej głowie czapeczkę z resztek nasionka. Po tym nakryciu głowy poznałam, że to mała sosna.

Siewka sosny w doniczce?

Tak, bo dla ozdoby wsypałam do doniczki garść szyszek zebranych jesienią.

Szyszki, woda, ciepło i światło. To musiało się tak skończyć.

Ale uwierzcie mi – po raz pierwszy widzę sosnowe dziecko! I jest to dla mnie cud nad cuda ujrzeć w zarodku coś, co stanie się olbrzymem jak drzewa, które stoją na moim podwórku.

- Poczekamy aż podrośnie i wysadzimy ją do ziemi – planuje mąż, gdy mu pokazuję doniczkowe maleństwo.

Tymczasem egzotyczna kalia i rodowita sosenka muszą razem mieszkać w jednej doniczce.

Aż do wiosny.

A wiosna tuż tuż. Ziemia już przeciąga się pod białą kołdrą śniegu. I przekłada na drugi bok.

 Wciąż prószy. Ale niech to nikogo nie zwiedzie. Krety z zapałem kopią nasz trawnik. No a krety wiedzą lepiej niż my ludzie co i kiedy.

Więc niedługo za drzwiami zakwitnie łan tulipanów.

I znowu będę stawiać na ich straży patyczki, by nie zostały rozniesione przez tupot stóp małych i wielkich. Wiosenny tupot.

Podobny obraz

 

Tymczasem wypijam toast ciepłym rumiankiem i idę rozwieszać  pranie:)

 

 

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79