Blog > Komentarze do wpisu

trzy garści poziomek

- Cio to? – pyta synek przyjaciół zaciekawiony stuknięciem o parapet.

- Różaniec – odpowiadam wypuszczając z dłoni garść czerwonych koralików.

Malec patrzy badawczo.

- Myślałem ze to poziomti – mówi:)

Urocze są te spostrzeżenia dzieci. Tak niewinne i tak zapadające czasem na samo dno szkatułki pamięci.

Od tylu lat poławiam te perełki, patrzę i słucham moich dorastających coraz bardziej dzieci i wciąż zadziwiam się jak Bóg przez nie przemawia.

Więc mój różaniec przypomina poziomki.

Co dzień trzy lub cztery pełne garście ich niosę. Nie wiem nawet czy daję Matce, czy raczej Od Niej otrzymuję. To chyba obopólne.

Prawie się z moim różańcem nie rozstaję. Zabieram go w podróż i do pracy. Był ze mną w szpitalu, gdy operowali mojego męża i w poczekalni przed gabinetem, w odwiedzinach u przyjaciół, w wielu kościołach, w ogrodzie i w lesie, na wycieczce.

Kiedyś tak nie było. Ani nie rozumiałam tej modlitwy ani nawet zrozumieć nie chciałam. Gardziłam tą formą pobożności, jej niewyszukaną formą, monotonią. Wyśmiewałam „klepanie” zdrowasiek i jarmarczność sznurów.

Łatwo pomylić prostotę z prostactwem i nie zadając sobie trudu wejścia głębiej ocenić po fasadzie.

Dziś?

 Nawet trudno mi określić jednym zdaniem jaką wartość ma dla mnie ta modlitwa. Jak jest cenna i sycąca, jak mnie przenosi przez najtrudniejsze momenty i jak towarzyszy w chwilach radości, jak przemienia.

 20170404_095208

Stryj mojego męża jest śmiertelnie uczulony na jad os. Jako rolnik nigdy nie rusza w pole bez antidotum. Ma je w ubraniu roboczym lub w schowku traktora.  Pamięta o tym bardziej niż o posiłku czy wodzie. Ratująca życie strzykawka z dawką adrenaliny.

Ja zamiast tego mam kilka garści poziomek. Mój różaniec. Bo jestem śmiertelnie uczulona na zło.

 

 

 

 

sobota, 12 sierpnia 2017, ruttka

Polecane wpisy

  • litania o świcie

        Najbardziej lubię poranki i wieczory. Są jak drzwi. Drzwi na dwóch krańcach korytarza. Gdy wchodzisz przez pierwsze z nich, jeszcze nic nie wiesz;

  • ogrodnik

    -Tak mocno? – rzuca nieco przerażony mąż przechodząc obok. - Muszę – odpowiadam, nie przerywając pracy – inaczej nie będzie kwitła. -I tak co

  • ciepły śnieg

      Siedzę w słońcu na tarasie mojego przyszłego domu. Wibruje światło na rzęsach, przecieka do wnętrza ciała przez skórę, osiada na włosach, myślach. Wokół

Komentarze
Gość: Anna, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2017/08/13 11:01:09
Boże, dziękuję za Rut.
-
2017/08/14 10:47:12
<3
-
2017/08/14 18:15:07
oj tak
-
2017/08/15 12:09:29
urocze